JAK TRZY BABY NIE DOSZŁY GDZIE DOJŚĆ MIAŁY

Szczytowanie nie jest prostą sprawą, nawet gdy robi się to po raz trzeci. Człowiek się zasapie, namęczy, a przyjemność chwilowa. Potem trzeba już tylko zejść na ziemię. Mówią, że pierwszy raz zawsze boli. Cóż. Drugi raz też boli. A trzeci wcale nie jest lepszy. Sprzęt nieodpowiedni, niedźwiedzie rzucają pod nogi, no i woda leje się z nieba. Za to widoki piękne z każdej strony. A gdy emocje opadną i zrobi się ciemno, zostaje już tylko wódka na mocny sen i z tuzin plastrów na otarcia.

______________________

BABSKIE SZCZYTOWANIE VOL. 3

Trzecia edycja Babskiego Szczytowania zapowiada się bosko. W tym roku 3 babki + 1 jedna kuzynka spotkana na szlaku + 1 facet kuzynki spotkany na szlaku = MOCNY TEAM. Widać szczytowanie jest u nas rodzinne. Tym razem wyjątkowo udaje nam się rozciągnąć tradycyjne dwa dni szczytowania aż do tygodnia, co bardzo mnie cieszy. Tyle czasu jeszcze żadna z nas nie szczytowała w swoim życiu. Ambitne plany i przygotowania. W planach 7 szczytów w 7 dni.

Trochę leje

Wysiadamy tradycyjnie w Zakopanem. Znajoma sytuacja, znajome widoki, znajomi poganiacze bydła ze swoimi tanimi taksóweczkami, noclegami i innymi tanimi ofertami. Daję słowo, że z niektórymi z nich mogłabym być już na Ty. Na szczęście hostel jest zbyt blisko żeby skorzystać z oferty. Trochę leje ale olewamy.

Właściciele hostelu posiadają ogromne poczucie humoru. Wpadli na genialny pomysł postawienia budynku na stromym zboczu, żeby utrudnić życie turystom. Myślicie, że dacie radę chodzić po górach? Dojdźcie najpierw do hostelu! Mało tego, postanowili też przeprowadzić remont drogi, która wiedzie do owego hostelu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że to sam środek sezonu. Heloł, Wasi goście nie mają jak się tutaj dostać! Pierwszy szczyt zaliczony – szczyt głupoty. Droga do hostelu kręta, stroma i cholernie irytująca. Dochodzimy zasapane i zalane potem, jakbyśmy zdobyły już co najmniej trzy góry. Ach, uroki tanich noclegów.

Ewidentnie leje

Naszym celem jest dzisiaj Morskie Oko, gdyż jedna ze szczytujących bab, nigdy tam nie szczytowała, a MOKO to jedna z tych rzeczy, którą po prostu trzeba zaliczyć. Kto choć raz nie był na MOKU ten nie zna życia – stare góralskie przysłowie.

Chodzenie po górach to całkiem irytujące zajęcie. Zwłaszcza gdy z nieba leje się woda. Nie olewamy. Zakładamy peleryny niewidki z siatki po ziemniakach i idziemy dalej. Tereny Morskiego Oka to jeden z najwcześniej odkrytych rejonów w Tatrach. Warto więc zacząć od tego miejsca. Ciekawostką jest, że dawniej Morskie Oko opisywano jako niebezpieczne, tajemnicze i niedostępne. Dzisiaj to ostatnie co mogłabym powiedzieć o tym jeziorze, chyba, że w zimę, w ciemności i w trampkach – to owszem. Dochodzimy w ekspresowym tempie. Na tym etapie rozstajemy się z połową składu BS VOL. 3 i idziemy dalej. MOKO to taka gra wstępna do dalszego szczytowania. Wchodzimy na Szpiglasowy Wierch.

Leje coraz bardziej

Jak głosi przewodnik, Szpiglasowy Wierch to jeden z najbardziej dostępnych szczytów w Tatrach Wysokich. Brzmi kusząco. Po łatwym szlaku na Giewont, który zniszczył mi życie dwa lata temu (JAK DWIE BABY SZCZYTOWAŁY W GÓRACH) nie wierze przewodnikom. Żaden szczyt nie jest łatwy dla osoby, która rzuca palenie średnio co dwa miesiące, nie biega nawet do autobusu i z premedytacją zjada gluten. Mocno wierzę, że chodzę po górach właśnie po to, żeby walczyć ze swoim słabym charakterem. Mam nadzieję, że w tym roku nie stanę oko w oko z żadnym niedźwiedziem (JAK DWIE BABY UNIKAŁY NIEDŹWIEDZIA). Leje już tak bardzo, że nasza wyprawa przeradza się w survival.

Leje jak cholera

Deszcz jak deszcz, ale z burzą może być problem. Wolę moknąć, niż się zajarać. Według znaków jesteśmy zaledwie 30 minut od szczytu. Sytuacja robi się naprawdę niebezpieczna. Wieje, deszcz, zimno, ciemno. Trzeba podjąć decyzję – idziemy dalej, czy zawracamy?

Muszę przyznać, że zawsze zastanawiałam się, co bym zrobiła idąc na Everest i mój szerpa oznajmiłby mi, że nie mogę iść dalej – bo kondycja, bo pogoda, bo lawina… Na pewno znacie te historie: ludzie idą do góry mimo złej pogody i złego stanu zdrowia. Zawsze twierdziłam, że ja nie poszłabym dalej. Ale łatwo być chojrakiem kilka tysięcy metrów niżej. Nie porównuję się do wielkich himalaistów, dla których wielkim marzeniem i wielkim wyczynem jest zdobycie Everestu. Moja góra jest znacznie mniejsza, ale to nie oznacza, że chęci mniejsze i marzenia. Kondycja i forma mniejsza, to pewne.

Podejmujemy decyzję: zawracamy. Jesteśmy mokre, zmarznięte, zmęczone i lekko zirytowane. Tatry to nie Himalaje. Ale to jednak góry, a żadna góra nie zasługuje na ignorancję. Brawura, głupota i możemy z tych gór nigdy nie wrócić, a przecież czeka jeszcze tyle szczytów do zdobycia.

Leje cały tydzień

Babskie Szczytowanie VOL. 3 to był nieudany wypad. Nie dlatego, że nie zdobyłyśmy góry. Dlatego, że cały tydzień padało i ze swojej jaskini zwanej hostelem wyszłyśmy raptem 3 razy. W telewizji bez przerwy podawali komunikaty o nowych podtopieniach w Zakopanem, o urwanych mostach i zalanych szlakach. Dla nikogo, kto w tym czasie przebywał w górach, nie mógł to być udany wyjazd.

Tego lata czytałam o kilku wypadkach ludzi, którzy mimo wielkich marzeń, mieli znacznie mniej szczęścia niż my, a w niektórych przypadkach też znacznie mniej rozumu.

7 szczytów w 7 dni = 7 nieszczęść 💀.

1 Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *