JAK DWIE BABY UNIKAŁY NIEDŹWIEDZIA

Szczytowanie nie jest prostą sprawą, nawet gdy robi się to po raz drugi. Człowiek się zasapie, namęczy, a przyjemność chwilowa. Potem trzeba już tylko zejść na ziemię. Mówią, że pierwszy raz zawsze boli. Cóż. Drugi raz też boli. Jak cholera! Zwłaszcza, że sprzęt nieodpowiedni, brak jakiegokolwiek zabezpieczenia i niedźwiedzie czają się tuż za rogiem. Za to widoki piękne z każdej strony. A gdy emocje opadną i zrobi się ciemno, zostaje już tylko wino na mocny sen i z tuzin plastrów na otarcia.

 

Znów ten Radom

Jadąc siedem godzin z Warszawy do Zakopanego, myślę o jednym: Znowu nie sprawdziłam, czy w Radomiu jest tylko jedno Rondo. Może następnym razem. Na kolejnym Babskim Szczytowaniu. Tym razem edycja II. Dwie babki. Połowa składu inna niż w zeszłym roku. Tylko poganiacze bydła w Zakopanem stale niezmienni. Tani nocleg? A może tania taksóweczka? Wychodzimy z autobusu oszołomione ilością tanich ofert. To małe miasto, damy radę na piechotę dojść do naszej chatki. Mija 30 min. Nie dajemy rady na piechotę dojść do naszej chatki. Najkrótsza możliwa droga według Wujka Dobra Rada, potocznie nazywanego Google, wiedzie przez pole, las, łąkę i siedem szczytów. Pal licho te siedem szczytów, ale pola, lasu i łąki nie zniese. Skruszone bierzemy więc tanią taksóweczkę, która wiezie nas na miejsce. Szybkie ogarnianie i ruszamy na drugie Babskie Szczytowanie.

BABSKIE SZCZYTOWANIE VOL. 2

 

Co te Tatry?

Zgodnie z przewodnikiem JAK (NIE) PRZYGOTOWAĆ SIĘ DO WYPRAWY W GÓRY zabieramy odrobinę wody, kilka gadających parówek oraz mnóstwo dobrego humoru i ruszamy na szlak w stronę Kasprowego Wierchu. Nauczona doświadczeniem z zeszłego roku, planuję omijać Giewont szerokim łukiem. No może nie aż tak szerokim, bo szlak na Kasprowy Wierch biegnie tuż obok trasy na Giewont. Po drodze mijamy Panie w trampeczkach, niunie na szpileczkach i ludzi w kolejce czekających na kolejkę.

 

Podobno w Tatrach można spotkać niedźwiedzia. W zimę zimno, po zmroku ciemno, a teraz jeszcze niedźwiedzie rzucają pod nogi. Co te Tatry?! Ja doskonale wiem jak wyglądałoby moje spotkanie z niedźwiedziem. Zachowywałabym się dokładnie tak, jak nie należy się zachowywać, wiadomo. Zaczęłabym uciekać, co tylko zachęciłoby zwierzę do bawienia się ze mną w berka. Nie należy również patrzeć misiowi prosto w oczy, bo gość potraktuje to jak wyzwanie. Czyli jak spotkasz niedźwiedzia, stój spokojnie, przeżywaj w ciszy zawał serca i nie patrz co robi niedźwiedź. No weź nie patrz! Niedźwiedź to taki górski bazyliszek – jedno spojrzenie w oczy i zginiesz marnie. Od tej pory, górskiego bazyliszka widzę za każdym drzewem i przy każdym głazie. Nawet lusterko zabrałam na wszelki wypadek!

Podejście na Kasprowy Wierch jest dość monotonne. Doskonałe wręcz do robienia selfie, co widać na załączonym obrazku. Dopiero po jakimś czasie marszu odsłaniają się cudowne widoki w Dolinie Bystrej oraz przepiękna panorama na Tatry Wysokie. Przy tym każde selfie wygląda jak żart, co widać na załączonym obrazku. O dziwo, zielony szlak nie jest zatłoczony. Ludzie serio wolą czekać 5 godzin w kolejce do kolejki zamiast samemu wejść na szczyt Kasprowego w ciągu 3!? Im bardziej poznaję ludzi, tym bardziej kocham i rozumiem zwierzęta. No może prócz niedźwiedzia.

Kilka parówek później dochodzimy do Myślenickich Turni i dalej na punkt widokowy skąd widać Kopę Kondracką, Giewont, jakieś inne góry, których nie potrafię nazwać i ani jednego niedźwiedzia.

Kasprowy Wierch… i Giewont

Szczyt Kasprowego Wierchu osiągamy zaraz przy obserwatorium meteorologicznym. Widać Dolinę 5 Stawów i Giewont… Cholera, ten Giewont. Wygląda z daleka tak kusząco. Dobrze pamiętam jak mnie ten śpiący rycerz zniszczył rok temu. Chwilka zastanowienia. Idziemy? Droga wydaje się krótka i łatwa. Ani śladu niedźwiedzia. Wszystko przemawia ZA.

Gdzie jest niedźwiedź?

Droga nie jest krótka ani łatwa. Za to widoki przepiękne więc warto. Trasa z Kasprowego na Giewont szybko zyskuje miano jednej z moich ulubionych. I nie ma tutaj niedźwiedzi. Same plusy. Z niedźwiedziem w Tatrach jest jak z Yeti w Himalajach. Legenda głosi, że jest, że istnieje i że ma się całkiem dobrze. Kilku śmiałków nawet go widziało. Ba, kilku śmiałków nawet zrobiło sobie z nim selfie. Wolę wiedzieć gdzie jest niedźwiedź, niż nie wiedzieć, bo jak się wie, to można z premedytacją omijać to miejsce, a jak się nie wie, to się nie wie i nic z tą niewiedzą nie da się zrobić.

Jest niedźwiedź!

Nieświadoma bliskiego niebezpieczeństwa, mijam zakręt tuż przed szczytem Giewontu i stop… staję oko w oko z niedźwiedziem! A przynajmniej tak podpowiada mi mózg. Dopiero po chwili orientuję się, że to nie jest niedźwiedź. To kozica. Mało tego, kozica z dzieckiem. Dwa metry ode mnie. Zaskoczenie totalne. Kozica też wygląda na zaskoczoną. Chwila konsternacji. Dwie babki i dwie kozice spotkały się na szlaku i żadna ze stron nie wie co robić dalej. Cisza. Stoimy bez ruchu i tępo gapimy się na siebie. Po chwili mama-kozica ucieka, dziecko-kozica wesoło skacze tuż za nią, a ja zostaje z zawałem serca. Niby zwierzę niegroźne, ale rogi ma i dziecko. A to niebezpieczne połączenie. I pomyśleć, że bałam się niedźwiedzia. W porównaniu do matki, która broni swojego dziecka, każdy niedźwiedź to niegroźny Kubuś Puchatek.

Chcesz się dowiedzieć jak wyglądał nasz pierwszy raz? Sprawdź JAK DWIE BABY SZCZYTOWAŁY W GÓRACH.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *