Krok w nowy rok z 22 MAGAZINE!

Witam ciepło w NOWYM ROKU
 !!!
Ciepło się przyda, gdyż na pierwsze dni 2017 roku Dorota Gardias zapowiedziała mróz taki, że aż mózg się marszczy, gałki oczne zamarzają, a z nosa dyndają sople lodu. Od sześciu sezonów straszyli i straszyli (w głowie wciąż słyszę słowa śp. Edda Starka), aż w końcu zima naprawdę nadciąga. Serio. Winter is coming i to coming z przytupem. Nareszcie ulepimy dziś bałwana! Na początek wybaczcie, że tekst jest tak chamsko i bezczelnie spóźniony, ale moje poczucie czasu zostało ostro zaburzone, upite i pozostawione na kacu samemu sobie przez kilka dni. Na domiar złego wena spakowała swoje rzeczy i uciekła, oznajmiając mi po drodze, że nie wróci dopóki nie doprowadzę się do porządku, nie posprzątam mieszkania i nie pomiziam kota. Z góry byłam na przegranej pozycji. Dlaczego?
*
Ogarnięcie siebie – 10 minut
Posprzątanie mieszkania – 1 godzina
Mizianie kota –
Za wszystko inne zapłacisz kartą MasterCard.
*
Sami widzicie. Stwierdziłam więc, że nowy tekst pojawi się dopiero w przyszły poniedziałek, żeby staremu poniedziałkowi nie było przykro, że zdradzam go z wtorkiem, czy środą, ale później pomyślałam sobie, że skoro sylwester może trwać kilka dni, to poniedziałek również. Oficjalnie więc mianuję czwartek, 5 stycznia 2017 roku drugim poniedziałkiem nowego roku i przechodzę do meritum. I nie, nic dzisiaj nie piłam. Żadna tequila nie ucierpiała podczas powstawania tego tekstu. I woke up like this – ♪ ♫♪. Na mieście gadają, że jaki sylwester taki cały rok, więc mój 2017 zapowiada się całkiem nieźle. Urodziny zbliżają się wielkimi krokami – ostatni raz dwójka z przodu więc należy ten fakt odpowiednio głośno uczcić, gdyż za drzwiami czeka już na mnie emerytura, bujany fotel i kilka kotów do kolekcji. Na mapie świata mamy całkiem nowy kraj – Petrugalię – a do tego w tym roku w końcu ma być długo zapowiadany koniec świata jak przeczytałam niedawno w brytyjskim TheSun. Będzie ciekawie.
*
A jaki był 2016 pytacie? Hmm… jakby to ująć? Był do dupy. O dziwo dużo ludzi zgadza się z moją opinią, a to już mówi samo za siebie. Nasi kochani politycy PO-PiS-ali się głupotą. Robią to de facto każdego roku, ale w 2016 naprawdę dali czadu. Straciliśmy kilka zacnych osobistości, przez co mniej ludzi umrze w nadchodzących miesiącach – 2016 zebrał swoje żniwa na 3 lata do przodu. Dla mnie ten rok mógłby całkowicie zniknąć. Nie uważacie? Z 2015 mogliśmy przeskoczyć prosto do 2017 i olać ten chamski 16.

⇒ Ciekawostka: Islamiści cieszą się dopiero rokiem 1438 więc są trochę z tyłu…

Czułam się przegrana na każdym polu przez co tkwiłam w poczuciu beznadziei przez większość miesięcy. Nie mam zamiaru zanudzać Was ckliwymi historyjkami rodem z programów TVNu o tym jak bardzo mam źle w życiu, ale wesoło nie było. Tego roku straciłam wiele rzeczy. Nie chodzi mi tutaj nawet o ulubioną parę spodni, którą musiałam wyrzucić, bo urosła mi dupa od krążków cebulowych zapiekanych w głębokim i starym oleju, choć to też długo przeżywałam. Straciłam trochę zdrowia, trochę pieniędzy, trochę własnego poczucia niezależności, trochę przyjaźni. Pierwszy raz przyznałam się przed samą sobą, że jestem nieszczęśliwym człowiekiem. A teraz przyznałam się i przed Wami. Czy chcę żeby te utracone rzeczy wróciły? Niektóre tak, o innych pewnie zapomnę. Zdrowie i pieniądze trzymają się już całkiem nieźle, z niezależnością też jest nie najgorzej, a przyjaźń? Cóż, pewnie nigdy przyjaźnią nie była. Nie mam problemu z paleniem za sobą mostów. Wolę budować nowe mosty i wyznaczać sobie nimi drogę. Podobnie jak Cheryl szukałam tej drogi cały rok i choć to ciągle nie to, myślę, że w końcu jestem blisko. Myślę, że teraz może być już tylko lepiej. Brzmi banalnie, ale co mi tam. I wiecie co? Wal się, 2016!
*
Na 22mag.pl znamy się dopiero kilka miesięcy. Jest to blog podróżniczy, dacie wiarę? W tym czasie dowiedzieliście się dlaczego jestem nieprzystosowana społecznie. Poznaliście Cheryl Strayed i jej dziką drogę. Czytaliście również o mojej podróży w góry niejako zainspirowanej jej wędrówką oraz dowiedzieliście się jak bardzo byłam nieprzygotowana do tej wędrówki. Mogliście oglądać zdjęcia wykonane tosterem oraz te wykonane lepszej jakości mikrofalówką.

⇒ Ciekawostka: Chińczycy powitają nowy rok dopiero 28 stycznia. Co ciekawe, nowy rok w tym kraju jest świętem ruchomym.

W tym roku zamierzam spełnić kilka swoich podróżniczych marzeń (zajrzyj do WIADRA 22) choćby się waliło, paliło, srały skały, a dinozaury wstały! … i koniec kropka ( . – bezczelna kropka na końcu zdania) – czara wiadra się przelała, wiadro zostało rozlane, uderz w wiadro, a nożyce się odezwą – jak zwał tak zwał. Chodzi o to, żeby w końcu przestać szukać wymówek, przestać zasłaniać się brakiem pieniędzy i złym stanem zdrowia, a przede wszystkim chodzi o to, żeby przestać obwiniać za wszystko Bogu ducha winne krążki cebulowe!

*

Przeszłości nie zmienimy, teraźniejszość jest prezentem, a przyszłość jest nadzieją, a ta podobno umiera ostatnia. Ktoś kiedyś powiedział, że jeżeli bardzo czegoś chcemy to się uda/osiągniemy to/dostaniemy to. Powinniśmy uwierzyć w swoje marzenia i bla bla bla. Większej głupoty nie słyszałam. Same marzenia, czy wiara w nie nic nie dają. Na marzenia trzeba PRACOWAĆ, a nie tylko czekać aż się spełnią. Tylko ogromne chęci oraz ciężka praca pozwolą nam te marzenia spełnić. Zawsze wydaje nam się, że trawa jest bardziej zielona po drugiej stronie płotu…


⇒ Ciekawostka: W Irlandii trawa jest zawsze bardziej zielona niezależnie od pory roku. Sorry.

… że czyjeś życie jest lepsze, że inni mogą, że inni robią coś lepiej, a wystarczy tylko ruszyć tyłek z kanapy i trochę pogłówkować. Jestem na początku swojej podróżniczej drogi ale przecież każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku.

Zrobicie ten krok w nowy rok wraz ze mną?

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz