Polacy w Irlandii, sami się uczcie języka do cholery!

W zeszłym tygodniu wiadomość o tym, że niejaki minister Waszczykowski chce żeby w Irlandii dzieci uczyły się języka polskiego trochę mnie rozbawiła. Trochę bardzo wręcz, jak mawiał klasyk. Przypomniało mi to wspaniałe i kolorowe czasy (de facto znam je tylko z opowieści), w których trzeba było uczyć się niemieckiego, bo naszym krajem rządzili idioci (czytaj Niemcy). Nie wspominając o rosyjskim. Na co to komu? Ja do dziś ne ponimayu i dobrze mi z tym. Czy to oznacza, że powinniśmy uczyć się tureckiego, bo na Marszałkowskiej stoi kilka budek z kebabem, PANIE MINISTRZE? A może chińskiego, żeby chińszczyznę zamawiać w ojczystym języku kucharza, PANIE MINISTRZE? Tak, to dobry pomysł. Z pewnością zrobi się miło i przyjemnie. Będziemy się wszyscy kochać, pleść wianki ze stokrotek, a po polu będą biegać kolorowe jednorożce pierdzące konfetti. Przecież to jest totalna głupota, a co więcej obraza dla biednej i pokrzywdzonej historycznie Irlandii.

Nie dość, że ten zielony kraj jakim jest Irlandia nie ma własnego języka, to jeszcze zmusza się go do nauki wszystkich pozostałych języków świata, żeby emigrantom i turystom było łatwiej i wygodniej się porozumiewać. Nauka martwego już niestety języka irlandzkiego sprawia wiele trudności w szkołach, więc co należy zrobić? Ja wiem! – odzywa się jeden mądrzejszy od drugiego – Dodać Irlandczykom kolejny język do programu nauczania i niech się cieszą, że mówią wszystkimi innymi językami tylko nie swoim własnym. Wyobraźcie sobie, jakbyście się czuli, gdyby w Polsce mówiło się tylko po niemiecku? Hoffnungslos?  No właśnie. A to wszystko przez falę Polaków i Polaczków, która zalała ten zielony kraj niczym tsunami. Przecież trzeba się z nimi jakoś dogadać, w końcu jest ich tu od cholery. Tylko niech mi ktoś z łaski swojej wyjaśni po jaką cholerę obarczać tym Irlandię? Skoro to POLACY lecą do Irlandii w jakimś ważnym sobie tylko znanym celu, to POLACY powinni uczyć się urzędowego języka kraju, do którego lecą, a nie odwrotnie. Gdzie tu logika? Rozumiem sytuację Mahometa – nie chciał do góry, to góra sama przyszła – ale to już jest nadinterpretacja. Wchodzimy z butami do czyjegoś kraju i teraz kraj ten musi się martwić, że nie może się z nami dogadać, kiedy tak naprawdę martwić się powinien kto inny.

Jestem bardzo tolerancyjną i otwartą na zmiany, inne narodowości i kultury osobą, ale cholernie wkurza mnie ludzka ignorancja. Jeśli lecę do Anglii, herbatę z mlekiem zamawiam po angielsku. Jeśli lecę do Francji, próbuję zamówić bagietkę po francusku, a potem poprosić o torbę na wynos z francuskim akcentem. Jeśli polecę do Arabii Saudyjskiej, czy do Turcji, nauczę się najbardziej przydatnych słów takich jak „bomba! ” i „padnij! ” na wszelki wypadek. Czy to naprawdę takie trudne?

 

Będąc w Irlandii jakiś czas temu, przeraziła mnie ilość ‘kurw”, które słyszałam na ulicach. Wszędzie! Z każdej strony! Nasi! Czy aby na pewno jestem w obcym kraju? Mówiono mi, że Polacy cieszą się bardzo dobrą opinią wśród Irlandczyków. Jesteśmy mili, pracowici, dobrze gotujemy i śmiesznie przeklinamy. Nie jestem pewna jednak, czy osoby, które mi to mówiły były po prostu bardzo miłe, czy zwyczajnie bardzo pijane. Do dziś zagadka ta pozostaje niewyjaśniona, tym bardziej, że ja o Polaczkach w Irlandii mam zupełnie inne zdanie.

Dla ścisłości, Polacy w Irlandii to wykształceni ludzie. Zdolni. Poszerzają swoje horyzonty. Pragną rozwoju i szybko wspinają się na szczeblach kariery. Polaczki to idioci. Nie mogą znaleźć pracy we własnym kraju więc wyjeżdżają za granicę żeby dobrze zarobić i się nie narobić. I właśnie takie Polaczki zniszczyły nam jeden z najbardziej wzniosłych momentów podczas naszego pobytu w Irlandii.

 

Jedna z najpiękniejszych bibliotek w Europie – The Trinity College Library w Dublinie – była na naszej liście miejsc do odwiedzenia. Naszej? Mnie zazwyczaj ciągnie do natury, P (moja przyjaciółka od 25 lat, której nigdy nie wymienię na lepszy model) natomiast uderza w architekturę i zabytki. Świetny miszmasz podróżniczy. Równowaga. Yin i Yang w czystej podróżniczej postaci. P studiowała architekturę kilka dobrych lat świetlnych temu. Kiedy weszłyśmy więc do owej biblioteki, P popłakała się ze szczęścia. W końcu, coś o czym się uczyła i widziała tylko na obrazkach w końcu może zobaczyć na własne oczy. Znam to uczucie bardzo dobrze.

Na mnie oczywiście biblioteka również wywarła ogromne wrażenie, poczułam się jakbym nagle znalazła się w Hogwarcie na dziale ksiąg zakazanych. To cudowne uczucie być w Hogwarcie nie dostawszy uprzednio żadnego listu. Myślę, że moja sowa gdzieś się zgubiła… Ale wracając do naszego wzniosłego momentu, wyszłyśmy z biblioteki lekko oszołomione po zrobieniu kilku zdjęć, dostaniu ochrzanu od ochroniarza za używanie flesza i ogromnym zdziwieniu ilością zużytych chusteczek. Usłyszałyśmy z oddali tradycyjną, piękną, Polską “kurwę”. A że dla Polaków to zawsze frajda widzieć swoich na obczyźnie, przywitałyśmy się jak na grzeczne turystki przystało. Polacy okazali się niestety Polaczkami. Opowiedziałyśmy im o naszych wzniosłych przeżyciach.

 

Zdania, które padły potem z ich ust powaliły nas na łopatki:

  • A dają tam piwo?
  • Takie nudy zwiedzacie? Idźcie lepiej do pubu!
  • To głupota zwiedzać bibliotekę!
  • Mieszkamy tutaj kilka lat, a jeszcze nigdy tu nie byliśmy, bo to nudne jest!
  • Po angielsku jakoś się dogadujemy ale raczej na migi, bo tu dużo Polaków jest to nie trzeba.

 

Byłyśmy w szoku. Nie wymagam od wszystkich żeby cieszyli się jak dzieci na widok kilku starych książek, ale kurna blaszka, co za idioci. Polaczki rozwalili bardzo wzniosły moment swoją ignorancją. A teraz jeszcze języka polskiego będą uczyć w szkołach żeby z tymi ignorantami, którzy nie chcą uczyć się języka obcego, mogła rozmawiać irlandzka populacja. Dramat. Tragedia. I komedia w jednym.

Anglia wcale nie jest lepsza. Pięćdziesięciu Polaków na trzy metry kwadratowe, a jakoś polskiego nie nauczają. A przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. Dlaczego Irlandia daje sobie wchodzić w dupę na każdym kroku? Tego nie rozumiem. Mieszkając w Anglii swego czasu, spotkałam gościa, który mieszkał tam 7 lat, a miał problem z zamówieniem hamburgera. Serio? Co Ty człowieku robiłeś przez 7 lat? I nie obchodzi mnie, że jeździ tirem i nie ma kontaktu z ludźmi, a jedyne angielskie słowa jakie słyszy w nadmiarze to „oh yes, yes, YES baby„… ale do cholery żeby burgera nie zamówić? I czy w angielskich szkołach uczą języka polskiego?! Gdzie? Kto to wymyślił?

 

Zbulwersowana sprawą języka polskiego w irlandzkich szkołach napisałam do mojego znajomego nauczyciela Irlandczyka, który uświadomił mi, że ta tragedia trwa już od jakiegoś czasu. W niektórych szkołach już uczą polskiego. Wysłał mi test dla zaawansowanej grupy uczniów naszego zacnego języka. Był tak trudny, że nawet ja bym nie odpowiedziała poprawnie na większość pytań. Biedna Irlandia. Nie wiedzą, że uczą się języka bez przyszłości tylko po to, by dogadać się z ludźmi, którym się nie chciało. Cholerna, zielona ironia losu.

PS  Żadna mądra i wykształcona osoba mieszkająca w Irlandii nie ucierpiała podczas powstawania tego tekstu. Jestem z Was dumna. Oby tak dalej.

PS 2 Polaczki, wstydźcie się. Nauczcie się języka i przestańcie tak kurwić na ulicach!

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz