Jak NIE przygotować się do wyprawy w Tatry

O tym, że nie umiem liczyć, nigdy, nie, wiem, gdzie, postawić, przecinek, i nie lubię golonki, wie każdy. Nie wszyscy jednak wiedzą, że w naszych polskich górach byłam tylko dwa razy w życiu. Ostatnio kilka miesięcy temu… no i był jeszcze ten jeden, inny, sentymentalny pierwszy raz, ale o tym potem. Tak czy inaczej, wstyd i hańba na całą Polskę. Jak na typową wychowankę Pomorza przystało, zawsze ciągnęło mnie w góry, ale jak na typową Polkę przystało, prędzej znalazłam milion jeden wymówek, żeby czegoś nie zrobić, niż po prostu ruszyć tyłek z kanapy i ogarnąć górski temat.

 

W tym roku, mimo napiętego grafiku i braku pieniędzy, postanowiłam uciec w Tatry chociaż na chwilę. Ponieważ była to moja pierwsza tak poważna “wyprawa”, zabrałam kilka niezbędnych rzeczy:

  • koleżankę, która nigdy nie była w górach
  • książkę Cheryl Strayed dla dodatkowego balastu i duchowej inspiracji – rzecz jasna
  • kubek termiczny, którego jedynym zadaniem było bezużyteczne dyndanie z plecaka

Profesjonalizm przez duże G.

 

Dziś, bogatsza o nowe doświadczenia i kilka siniaków, stworzyłam autorski przewodnik dla takich profesjonalnych górołazów jak ja.

***

 

Jak NIE przygotować się na wyprawę w Tatry, czyli o tym, jak dwie niedoświadczone baby szczytowały w górach

 

1. Nie myśl o kupnie odpowiednich butów, nie ma żadnego znaczenia w czym pójdziesz. Idealne buty do wspinaczki górskiej, to takie, które są za letnie na zimę, przez co stopa cały czas marznie, lub takie, które są za ciepłe na lato, przez co stopa cały czas się poci. A najlepiej jedno i drugie, czyli dokładnie takie jak moje. Zostały wyposażone w dodatkową dziurę przy podeszwie, co zapewnia odpływ powietrza i dopływ świeżej wody z górskich potoków.

2. Nigdy nie mierz siły na zamiary. Pal papierosy, nie biegaj (zwłaszcza do autobusu), a na kolację o 2 rano jedz krążki cebulowe przypiekane w głębokim, starym i śmierdzącym oleju. To odpowiednia dieta przed górską wędrówką. Zapewni zawroty głowy i zadyszkę po każdym metrze.

 

3. Nigdy nie wyruszaj w góry jak najwcześniej, najwyżej zmierzch zastanie cię na trasie. Koniecznie nie zabieraj ze sobą latarki, przecież wystarczy Ci telefon.

 

4. Nie rezerwuj noclegu szybciej. Wszędzie gdzie się z trudem dodzwonisz i tak wszystkie pokoje będą zarezerwowane pół roku do przodu.

 

5. Pamiętaj, że Twoje plany i założenia zawsze się zrealizują. Po prostu wcześniej omów je dokładnie z pogodą. Możesz przełożyć deszcz, huragan i tsunami na kiedy indziej. Twoja kondycja też nie będzie miała nic przeciwko, jeśli zapragniesz wejść na dwie góry tego samego dnia.

6. Nie oszczędzaj pieniędzy na wyprawę. Weź tylko niezbędną ilość, nie bierz nic ekstra. Przecież nic Cię nie zaskoczy na polu finansowym. Najwyżej pożyczysz kilka drobnych od lokalnego grajka ulicznego.

 

7. Nie śmiej się z Giewontu. To nie jest tak łatwa góra jak się wydaje. Miewa swoje humory.

 

8. Nie kupuj mapy, opieraj całą swoją wiedzę na mało czytelnych mapkach na przystankach autobusowych oraz wiedzy lokalnych turystów. Tak, dokładnie – lokalnych turystów.

9. Nie zapisuj żadnego numeru alarmowego, bo po co? Oczywiście nie posiadaj żadnego ubezpieczenia, bo po co? I koniecznie zostaw wszystkie plastry i bandaże w pokoju, bo przecież rany opatrzysz sobie później. To, że skóra dynda ci ze stopy na szczycie góry to już inna sprawa.

 

10. Kup małą wodę i wypij ją podczas pierwszych 20 minut wspinaczki, a potem opijaj swoją koleżankę z jej wody. Przecież po to właśnie zabrałeś koleżankę.

 

11. Nie instaluj żadnych aplikacji ratunkowych w smartfonie. Lepiej zostawić więcej miejsca na robienie zdjęć i samojebek na tle gór.

 

12. Bądź sprytny. Żeby nie tracić czasu, zamiast najpotrzebniejszych rzeczy, na wyprawę koniecznie zabierz wszystko, co zabrałeś na cały swój pobyt w górach. Ślimak i żółw nie mogą się mylić.

13. Najważniejsza zasada: nie bądź idiotą i nie traktuj poważnie tego przewodnika. Został napisany przez największego górskiego laika na świecie – mnie, Gosię.

Poznajmy się!

Więcej zdjęć z naszej wyprawy tutaj: Tatry 2016 – coś dla oka i ucha (prosto z tostera)

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz